Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jan hammer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jan hammer. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 lipca 2016

Jan Hammer - The First Seven Days (1975)

  1. Darkness/Earth In Search Of A Sun
  2. Light/Sun
  3. Oceans And Continents
  4. Fourth Day - Plants And Trees
  5. The Animals
  6. Sixth Day - The People
  7. The Seventh Day
Jak już wspominałem przy okazji opisywania albumu Oh, Yeah?, Jan Hammer przeciętnemu słuchaczowi kojarzy się głównie z latami osiemdziesiątymi, muzyką elektroniczną i ścieżką dźwiękową do serialu Miami Vice. The First Seven Days nie jest jednak albumem, który moglibyśmy zaliczyć do muzyki elektronicznej. Bo choć niemal wszystkie instrumenty użyte do jego nagrania należą do rodziny instrumentów klawiszowych, to Jan Hammer wymyka się tu szufladzie z napisem elektronika. Ten znakomity muzyk w 1975 roku stworzył wspaniały album koncepcyjny opowiadający biblijną historię…

sobota, 14 listopada 2015

Jan Hammer Group - Oh, Yeah? (1976)

Side 1:
  1. Magical Dog
  2. One To One
  3. Evolove
  4. Oh, Yeah?
Side 2:
  1. Bambu Forest
  2. Twenty One
  3. Let The Children Grow
  4. Red And Orange


Przeciętnemu słuchaczowi Jan Hammer kojarzy się zwykle ze ścieżką dźwiękową do serialu Policjanci z Miami. Pamiętamy przecież ten słynny utwór Crockett’s Theme. Swoją drogą fantastyczna kompozycja. Ale Jan Hammer to także, a może przede wszystkim członek legendarnej grupy jazzrockowej The Mahavishnu Orchestra. Współpracował także z wieloma muzykami, takimi jak John Abercrombie, Jeff Beck, Al Di Meola czy Czesław Niemen. Zanim Hammer poświęcił się bardziej elektronicznej karierze tworzył także inne dzieła. Płyta Oh, Yeah? to kapitalny jazzrock z domieszkami funk. W nagraniu tego albumu oprócz samego Jana wzięli też udział Steven Kindler (skrzypce akustyczne i elektryczne, gitara), Fernando Saunders (bas), Tony Smith (perkusja, głos) oraz gościnnie David Earle Johnson, specjalista od instrumentów perkusyjnych. Wczorajsze popołudnie spędzone z tym albumem było wyjątkowym popołudniem, choć moja lepsza i ładniejsza połowa tym razem nie podzieliła mojego entuzjazmu…