środa, 26 lipca 2017

Ennio Morricone - The Mission (1986)


1. On Earth As It Is In Heaven; 2. The Falls; 3. Gabriel's Oboe; 4. Ave Maria Guarani; 5. Brothers; 6. Carlotta; 7. Vita Nostra; 8. Climb; 9. Remorse; 10. Penance; 11. The Mission; 12. River; 13. Gabriel's Oboe; 14. Te Deum Guarani; 15. Refusal; 16. Asuncion; 17. Alone; 18. Guarani; 19. The Sword; 20. Miserere


Z cyklu „Atrakcyjna Osiemdziesiątka”
W ostatnią niedzielę odświeżyłem sobie film Misja gdzie dwie główne role zagrali Jeremy Irons oraz Robert De Niro. Nieprawdopodobnie piękny i wzruszający to obraz, należący do kanonu kina. To piękno i wzruszenie potęguje muzyka, skomponowana przez geniusza, którym niewątpliwie jest Ennio Morricone. To chyba było w 1987, a już na pewno w 1988 roku gdy usłyszałem w radio kompozycję Gabriel’s Oboe. Moje wrażenia po jej wysłuchaniu były i są nieopisywalne do dziś…
Oczywiście filmu nie będę opowiadał, aby nie psuć niespodzianki dla tych co jeszcze go nie widzieli. Mniemam jednak, że większość Czytelników ma już przyjemność oglądania tego obrazu za sobą.
Wspomnę jedynie, że akcja dzieje się w połowie osiemnastego wieku w dżungli amazońskiej, w której nadal o swe wpływy walczą Portugalia z Hiszpanią. Żyje tam plemię Indian Guarani, w których łaski udaje się wkraść jezuicie Gabrielowi (Irons) i który nawraca ich na chrześcijaństwo zakładając misję. W tę jakby się wydawało sielankę wkracza pewnego dnia legat papieski, który ma rozstrzygnąć do której strony (Portugalia czy Hiszpania) mają należeć tereny na których ów misja (i przede wszystkim Indianie) się znajduje.

 Trzy pierwsze kompozycje niemal ustawiają słuchaczowi całą ścieżkę. To dzięki nim możemy się dowiedzieć z czym mamy do czynienia. Tematy z The Falls oraz Gabriel’s Oboe przewijają się przez prawie całą ścieżkę dźwiękową choć jest także kilka kompozycji mających na celu wprowadzenie elementu grozy lub napięcia (Penance, Resufal czy Alone).
Zacznijmy jednak od utworu otwierającego ten jakże znamienity zestaw muzyki. To kompozycja zatytułowana On Earth As It In Heaven. Tu, prócz wplecionego Gabriel’s Oboe usłyszymy przede wszystkim kapitalny chór, który powraca w takich utworach jak River czy Vita Nostra. Nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się on ze śpiewami z innej ścieżki dźwiękowej, do innego filmu. Mam tu na myśli obraz Amistad z 1997 roku w reżyserii Spielberga. To tak jedynie na marginesie, wróćmy do Misji. Znakomity jest ten utwór otwierający. Nie trzeba oglądać filmu aby oczami wyobraźni zobaczyć bezkresną dżunglę, siłę dzikiej rzeki i moc wodospadów, po prostu zobaczyć siłę przyrody.
Ale dla mnie całe piękno tej ścieżki dźwiękowej jest w dwóch kolejnych utworach. Mówię tu o wspominanych już The Falls oraz Gabriel’s Oboe. Pamiętam jak te właśnie utwory wykorzystał Piotr Kaczkowski w jednej ze swoich audycji pod koniec 1988 roku. Ależ to są wspomnienia, ależ to są emocje. Choć minęło prawie trzydzieści lat, do dziś pamiętam ten dzień i te łzy w oczach gdy słuchałem tej audycji. Dziś już nie ma takiego radia, a przecież... I znowu zapędzam się w inne rejony. Ale tak, The Falls to magia sama w sobie. W połączeniu z filmowymi wodospadami daje nieprawdopodobny efekt, człowiek siedzi z rozdziawioną gębą. Ileż w tym fragmencie muzyki jest pasji, zaangażowania i emocji. Szkoda wielka, że to jedynie niecałe dwie minuty, ale dwie minuty, które dla mnie mogłyby trwać bez końca.
Chwilkę później usłyszymy Gabriel’s Oboe. W filmie, ten motyw gra ojciec Gabriel po spotkaniu z Indianami, chcąc ich uspokoić i zdobyć ich zaufanie. To się udaje (ach ta siła muzyki). Po złowrogich kotłach pojawia się on, obój w całej krasie, któremu towarzyszy równie wspaniała orkiestra. Kto z Państwa nie zna tego genialnego utworu? Sądzę, że większość słyszała go choć raz w życiu. Przecudna jest ta partia zagrana na wspomnianym oboju, łzy same cisną się do oczu.
Na uwagę zasługuje też na pewno króciutka Brothers, z gitarą akustyczną i fletem w roli głównej.
W zestawie znalazły się też fragmenty brzmiące nieco bardziej sakralnie, które jak nic kojarzyć się mogą z religią i wiarą. To Ave Maria Guarani oraz Te Deum Guarani, ze śpiewami niemal żywcem wyjętymi z jednego ze świąt religijnych. Choć nie wszyscy za nimi przepadają, to nie mogło ich w moim mniemaniu zabraknąć w filmie o takiej tematyce.


Tak, sama muzyka jest niesamowicie wciągająca, a w połączeniu z obrazem Rolanda Joffe dają niesamowity efekt. Widz czuje jakby osobiście brał udział w wydarzeniach, które dzieją się na ekranie, niemal słyszy huk tych wodospadów, widzi nieprawdopodobną zieleń, podziwia przepiękne widoki. Czuje tę wilgoć, robactwo oraz niezliczone gatunki ptactwa. Muzyka Morricone jest niewątpliwie jednym z głównych bohaterów tego niezwykłego obrazu. Przepięknie opowiada o miłości, zdradzie, poświęceniu oraz o tym, że ludzie zawsze byli kanaliami, niezależnie od czasów w jakich żyli. Notabene, jest w tym filmie bardzo ważny dialog:
- Nie miałeś wyboru, Eminencjo… żyjemy w tym świecie… a ten świat taki jest.
- Nie, senior Hontar… takim ten świat uczyniliśmy.
Piękny film i równie piękna muzyka. Dziś można kupić kompakt z tą ścieżką dosłownie za grosze. Proszę wydać te kilkanaście złotych, a wspaniałe chwile pozostaną z Państwem na lata. Naprawdę warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz