Pokazywanie postów oznaczonych etykietą allan holdsworth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą allan holdsworth. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2019

Gong - Gazeuse! (1976)

  1. Expresso
  2. Night Illusion
  3. Percolations Part 1 & Part 2
  4. Shadows Of
  5. Ensuria
  6. Mireille
Wracam do firmy Gong. Kolejna po Shamal moja płyta z podium jeśli idzie o ten zespół. Dlaczego tak lubię ten album? Przez przepotężną ilość perkusjonaliów, przeszkadzajek, bębnów, gongów, marimb, ksylofonów i co tam sobie jeszcze Państwo wymyślą. Muzycy doskonale wiedzą co z tymi instrumentami robić, a do tego wspaniale się bawią, wyczarowując genialne rytmy i melodie. A gdy do tego wszystkiego dorzucimy jeszcze gitarę Allana Holdswortha (zastąpił Hillage’a), otrzymamy kapitalny produkt, o który wszyscy powinni przynajmniej zabiegać...

piątek, 21 kwietnia 2017

Allan Holdsworth - Sand (1987)

Side One:
  1. Sand
  2. Distance vs. Desire
  3. Pud Wud
Side Two:
  1. Clown
  2. The 4.15 Bradford Executive
  3. Mac Man
Z cyklu „Atrakcyjna Osiemdziesiątka”
W trakcie wcinania serników, jajek, chrzanu, żuru i ogólnego odprężenia z nicnierobieniem, dotarła do mnie wiadomość o śmierci Allana Holdswortha, która bardzo mnie zasmuciła. Jeszcze smutniejsze okazało się to, że tak znakomity gitarzysta, kompozytor, uczestniczący w dziesiątkach projektów zmarł w biedzie. Bo przecież prócz solowej twórczości Holdsworth grał w tak znamienitych zespołach jak Gong, UK, Soft Machine, Nucleus czy ostatnio w tworze nazwanym HoBoLeMa. Wielka szkoda i wstyd, że taki Artysta odchodzi właściwie zapomniany i do tego w nędzy. A dlaczego album Sand? Jak nietrudno się domyśleć była to pierwsza solowa płyta Holdswortha w mojej kolekcji, od której zaczęła się moja przygoda z tym wspaniałym gitarzystą. Dodatkowo, w tym roku mija trzydzieści lat od jej wydania…