Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steve hillage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą steve hillage. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2020

Steve Hillage - Rainbow Dome Musick (1979)

  1. Garden Of Paradise
  2. Four Ever Rainbow
Przez ostatni tydzień w zasadzie większość płyt jakich słuchałem to muzyka instrumentalna. Jakoś dobrze na mnie wpływa w tym jakże zawirowanym czasie. Coraz częściej słyszę ze wszystkich stron obawy i strach o przyszłość, ludzie zaczynają tracić pracę. Ucieczką przed tym wszystkim jest muzyka i to właśnie muzyka instrumentalna. Po prostu odpalam krążek i odpływam w nieznane. Dlatego dziś na tapecie taki właśnie album, którego notabene nie słuchałem od wielu lat. I to był błąd…

czwartek, 27 kwietnia 2017

Gong - Shamal (1975)

  1. Wingful Of Eyes
  2. Chandra
  3. Bambooji
  4. Cat In Clark's Shoes
  5. Mandrake
  6. Shamal

Po Sand Holdswortha pozostajemy w pustynnych klimatach. Oczywiście chodzi o okładki płyt. Na jednej i drugiej mamy sporo piachu. A i przecież sam Holdsworth grał też w Gong. Sam zespół jest niezwykłym zjawiskiem. Aby opisać dokładnie tę grupę należałoby stworzyć tekst grubości encyklopedii. Same zmiany składu osobowego zajęłyby kilka stron. Gdy do tego dorzucimy przeróżne wcielenia zespołu, poczynając od Gong przez Mother Gong, New York Gong, Pierre Moerlen’s Gong na Planet Gong kończąc, mielibyśmy zapełnionych wiele kolejnych kart. Dlatego daruję sobie w tym miejscu rys biograficzny. Shamal to pierwsza płyta po znakomitej trylogii w postaci albumów Flying Teapot, Angel’s Egg oraz You i pierwsza po odejściu z zespołu jego założycieli Daevida Allena i Gill Smyth…

wtorek, 24 listopada 2015

Steve Hillage - Green (1978)

  1. Sea Nature
  2. Ether Ships
  3. Musik Of The Trees
  4. Palm Trees (Love Guitar)
  5. Unidentified (Flying Being)
  6. U.F.O. Over Paris
  7. Leylines To Glassdom
  8. Crystal City
  9. Activation Meditation
  10. The Glorious Om Riff
W ostatnim wpisie dotyczącym grupy Egg wspomniałem nietuzinkową postać, którą niewątpliwie jest Steve Hillage. Pomyślałem więc sobie dlaczego by nie przedstawić jakiejś płyty na której zagrał. Przecież oprócz wspomnianych już przeze mnie grup Uriel, Arzahel, Egg (album Civil Surface, gdzie zagrał gościnnie) grał też w takich zespołach jak Khan (znakomita płyta) czy legendarny Gong. Ale Steve Hillage to także twórczość solowa. Dlaczego zdecydowałem się na album Green? To jest moja ulubiona płyta jeśli chodzi o jego solowy dorobek. Chętnie do niej powracam. Tak jak wczoraj...