wtorek, 16 maja 2017

Pat Metheny & Lyle Mays - As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls (1981)

  1. As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls
  2. Ozark
  3. September Fifteenth
  4. "It's for You"
  5. Estupenda Graça
Z cyklu “Atrakcyjna Osiemdziesiątka”
Pewnie jak wielu z Państwa, tak i ja czekałem z wielkim utęsknieniem aż zza chmur wyjrzy słoneczko i ogrzeje moje zmarznięte gnaty. Ostatnie trzy dni były właśnie takie. Słońce, delikatny wiaterek, niesamowity zapach przyrody i koszulka z krótkim rękawem. Żyć się chce. Ten album każdego roku czeka na taką właśnie pogodę. Gdy ta robi się letnia, biegnę do półek z płytami i sięgam po tę płytę, z którą wiąże się ogrom moich wspomnień z lat młodzieńczych czy nawet smarkatych… 

Utwór tytułowy kojarzy mi się z wyprawą z dzieciństwa. Była to wyprawa na którą udałem się z moim Tatą, który pewnego dnia powiedział do mnie „Pakuj się, jedziemy nad morze”. Pamiętam smutek Mamy, która musiała pogodzić się z decyzją Taty, że jak męska wyprawa to męska wyprawa i musi zostać z Siostrą w domu. W pakowaniu pomogła mi oczywiście Mama, która będąc nadopiekuńcza, spakowała o wiele więcej rzeczy niż rzeczywiście potrzebowałem. Stwierdziła, że skoro jedziemy własnym samochodem to się nie pozarywamy i można na wszelki wypadek dorzucić zimową kurtkę. Oczywiście przesadzam, ale tak to mniej więcej wyglądało. Pewnego letniego ranka, skoro świt, wsiedliśmy z Tatą do samochodu i ruszyliśmy. Do celu mieliśmy niemal 550 kilometrów. Mapa samochodowa na kolanach i w drogę.
Co ciekawe, As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls poznałem dopiero wiele lat później, ale już przy pierwszym odsłuchu automatycznie moja pamięć wyświetliła mi w głowie tę męską wycieczkę. Dlaczego? Dla mnie to utwór idealny do podróży samochodem (trzeba być pasażerem). Te zmieniające się krajobrazy, mijane wsie i miasteczka, napotkani ludzie, różnorodność przyrody i w końcu zmieniająca się pogoda, są odzwierciedleniem muzyki jaką zaproponowali nam tu Pat i Lyle. Dodam tylko, że na płycie wspiera ich znakomity brazylijski muzyk Naná Vasconcelos (barimbau, perkusjonalia, perkusja, głos). A co w samej kompozycji, która trwa niemal dwadzieścia jeden minut? Przepiękne instrumenty klawiszowe, poczynając na syntezatorach, na organach kończąc. Świetne partie Pata na gitarze i basie oraz cudowny Naná na perkusjonaliach i barimbau. Nic tylko się zatracić. A za oknem samochodu pola, lasy i łąki, kondukt żałobny w małej wiosce, wyścig z burzowymi chmurami, moc promieni słonecznych, przednia szyba zalana deszczem i na końcu zabawa i śmiech dzieci na plaży. To wszystko jest w tej kompozycji. Cudo.
Zostając przy temacie plaży to kolejna kompozycja Ozark, właśnie z plażą mi się kojarzy. Z taką australijską plażą po której można jeździć samochodem terenowym i przez wiele kilometrów nie spotkać żywej duszy. Świetnie galopujący fortepian, który napędza ten utwór plus gitara Pata i przeszkadzajki Vasconcelosa. Wolność, radość, przyjemność.
Dalej mamy wyciszenie, przepiękne wyciszenie. Mowa o utworze September Fifteenth, który został zadedykowany kapitalnemu jazzowemu pianiście jakim niewątpliwie był Bill Evans. Ten na skutek uzależnienia narkotykowego zmarł właśnie piętnastego września 1980 roku czyli w trakcie nagrywania  As Falls Wichita, So Falls Wichita Falls. Na początek syntezatory, które wprowadzają taki klimat, że ciary biegają po plecach. Towarzyszy im znakomita partia gitary akustycznej Metheny’ego. W dalszej części syntezatorowe tła przechodzą w przepiękne fortepianowe motywy. Niezwykle smutny, wzruszający i cudowny hołd dla równie znakomitego muzyka. Łzy.
Po tej porcji wzruszeń wracamy do słonecznego, radosnego grania. „It’s For You” od zawsze ładowało mi baterie. Lubię sobie stanąć na tarasie w ciepły poranek i przy dźwiękach tego utworu przeciągnąć się chwilę po przebudzeniu. Do tego kawka i chce się żyć. Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem piosenkę Anny Marii Jopek Tam Gdzie Nie Sięga Wzrok, który nagrała z Patem (to oczywiście kompozycja Matheny’ego i Maysa z płyty Imaginary Day, ale z Jopek nagrana szybciej i radośniej). Jakoś natychmiast zagrała mi wtedy w głowie „It’s For You”.
Całość zamyka Estupenda Graça, w której usłyszymy wokalizę w  wykonaniu Vasconcelosa. Spokój, chwilami wręcz kołysankowy klimat. Znakomity fortepian, gitara i kojące dzwoneczki. Na koniec letniego dnia jak znalazł.


To fantastyczna płyta od A do Z, przynajmniej dla mnie. Z resztą, stajnia ECM do czegoś zobowiązuje. Klimat wakacji, wypoczynku, ucieczki od problemów i trudów życia codziennego. Ale to także płyta na dziką podróż w nieznane. Spakować plecak, słuchawki na uszy i przed siebie. No i to wspomnienie: PRL, Skoda 105S i niezapomniane chwile z moim Tatą…


1 komentarz:

  1. Za takie wpisy uwielbiam Twojego bloga. Większość płyt przez Ciebie opisywanych wiąże się z Twoimi osobistymi wspomnieniami. To powoduje, że teksty są oryginalne, bardziej prawdziwe. Oby tak dalej. Świetna robota!
    A swoją drogą płyta rzeczywiście jest zjawiskowa.

    OdpowiedzUsuń