poniedziałek, 23 lutego 2015

Gryphon - Red Queen To Gryphon Three (1974)



  1. Opening Move
  2. Second Spasm
  3. Lament
  4. Checkmate

Red Queen To Gryphon Three to trzeci album w dyskografii tego zespołu.  Muzykę grupy poznawałem właśnie od  tej płyty.  I muszę powiedzieć, że od pierwszych dźwięków byłem oczarowany. Przez te wszystkie lata wcale się to nie zmieniło i nadal słucham tej płyty z wielką przyjemnością.
Zespół powstał na początku lat siedemdziesiątych w Anglii z inicjatywy dwóch wychowanków Królewskiej Akademii Muzycznej. Byli to Richard Harvey (instrumenty klawiszowe, obój, klarnet, róg) oraz Brian Gulland (flet, fagot, krzywuła). Następnie do zespołu dołączyli Graeme Taylor (gitara), a także grający na perkusji David Oberle. Na chwilę przed nagraniem tego albumu do grupy dołączył  Philip Nestor (bas).
Muzyka zespołu to dość nietypowe połączenie rocka progresywnego oraz muzyki folk  z ogromną domieszką muzyki dawnej. Jak to wszystko brzmi?


Red Queen To Gryphon Three jest w całości instrumentalna i jest to koncept album. Wystarczy spojrzeć na okładkę tej płyty. Ów koncept dotyczy partii szachów. Mędrzec w pełnym skupieniu pochyla się nad szachownicą, zastanawiając się nad kolejnym ruchem. W tle typowo średniowieczne obrazki. 
Opening Move, pierwszy utwór na tym albumie, to przede wszystkim kapitalny fortepian. W okolicach drugiej minuty pojawia się fagot, który robi fantastyczną atmosferę. Dość ciekawie pracuje tu bas (oszczędnie ale wyraziście). Naprawdę te dźwięki fagotu spowodowały, że natychmiast zakochałem się w tej kompozycji. Świetne melodie i ciekawa interakcja między instrumentami. Wyśmienity początek albumu. 
Second Spasm otwiera świetna partia fletu i gitary. Po miłym spokojnym wstępie, mamy perkusję i mocny bas, po czym na pierwszy plan wysuwają się na chwilę organy.  Po dość skocznym fragmencie następuje chwila ciszy i zaczyna grać krzywuła. Ponowna zmiana tempa ma marszowy z przyjemną grą gitary a następnie fagotu. Muzyka która płynie z głośników jest optymistyczna i pozytywna. Jednocześnie przywołuje obrazy średniowiecznych zamków, rycerzy i panien przez nich ratowanych. 
Lament to ponownie pięknie współbrzmienie zespołu. Świetne instrumenty dęte wspomagane ciekawą pracą perkusisty. Usłyszymy tu też kapitalną grę fletu. Optymistyczny początek zmienia się w dość przytłaczający fragment malowany dźwiękami fortepianu i fagotu. W przypadku tej kompozycji mamy do czynienia z wieloma zmianami tempa i instrumentów, które wyłaniają się na pierwszy plan. Fantastyczny utwór.
Kompozycja kończąca album to Checkmate. Sam początek to bardzo sympatycznie współbrzmiące ze sobą gitara akustyczna oraz fagot. Gdzieniegdzie wkrada się flet. Dalej mamy świetny fragment gdzie znowu fantastycznie gra fagot, któremu pięknie wtóruje perkusja. Mniej więcej w połowie tego utworu usłyszymy chwilowe przyspieszenie by za chwilę znowu utonąć w urokliwych dźwiękach (tym razem gitary). Kompozycja kończy się ponownie mocniejszym akcentem ze świetnym klawiszowym solo. Fenomenalne zakończenie płyty.
 

Słuchając tej płyty za pierwszym razem można odnieść wrażenie, że to muzyka z jakiejś bajki rysunkowej, której fabuła zaczyna się od „Dawno, dawno temu, za siedmioma górami...”. Czasami Żona mnie pyta czego teraz będę słuchał. A ja odpowiadam, że bajeczki i od razu wiadomo że będzie to Gryphon i płyta Red Queen To Gryphon Three. Jest to album, który należy słuchać w skupieniu. Najlepiej jest założyć słuchawki, zamknąć oczy i dosłownie odpłynąć do czasów zamierzchłych, w których turnieje rycerskie oraz wielkie bale na cześć zwycięzcy były codziennością. Dla mnie to jedna z ważniejszych pozycji w mojej kolekcji. Polecam z całego serca.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz