sobota, 2 maja 2015

Kate Bush - Hounds Of Love (1985)


Hounds Of Love
Running Up That Hill (A Deal With God)
Hounds Of Love
The Big Sky
Mother Stands For Comfort
Cloudbusting  

The Ninth Wave
And Dream Of Sheep
Under Ice
Waking The Witch   
Watching You Without Me
Jig Of Life
Hello Earth
The Morning Fog


No tak, nie mogło być przecież inaczej. Podium uzupełnia genialna płyta Hounds Of Love. Któż jej nie zna? A przynajmniej każdy szanujący się meloman powinien znać. Dlatego w tym wpisie raczej chciałbym skupić się na całej otoczce powstania i przesłaniu płyty czy wreszcie inspiracjach Kate, niż na samej muzyce. Będzie to raczej artykuł. Bo przecież samych recenzji płyty można znaleźć w sieci mnóstwo.

W 1982 roku po nagraniu albumu The Dreaming i następnie jego promocji, Kate znika z życia publicznego. Media jak to media snuły wtedy przeróżne historie. A to że Bush strasznie przytyła (ponoć waży 115 kilogramów!), a to że ma okropną depresję, że zrobiła sobie operację plastyczną czy wreszcie, że poddała się terapii narkotykowej. Oczywiście wszystko to były bzdury (no może ciut przytyła) a jedynymi nałogami Kate były herbata, czekolada, papierosy i oczywiście praca. Do czasu ukazania się Hounds Of Love Bush podjęła trzy bardzo ważne decyzje życiowe. Po pierwsze przeniosła się na wieś. Po drugie zbudowała własne studio nagraniowe. I wreszcie kolejną decyzją był powrót do tańca i przejście na dietę. Po dość posępnym i ciemnym The Dreaming Kate pragnęła nagrać album jasny, sympatyczny, otwarty. Hounds Of Love miał być przeciwieństwem The Dreaming.



Ogromne koszty wynajmu studia na Abeby Road skłoniły Kate do zbudowania własnego. Znana była przecież z perfekcyjności, która sprawiała że trzeba było spędzać w studio całe godziny. To pochłaniało masę pieniędzy. Studio powstało w dawnej stodole Wickham Farm, a jego budowa zakończyła się pod koniec 1983 roku. Nie było to może studio urządzone na tip top, ale znajdowały się w nim wszystkie niezbędne do nagrania płyty urządzenia i instrumenty. Większość nagrań na tę płytę powstało na przełomie lata i jesieni 1983 roku w wiejskiej rezydencji w Kent, w której mieszkali i tworzyli Kate i Del Palmer (partner Bush). Para wykorzystała fortepian, automat perkusyjny ale przede wszystkim Fairlighta. Jak pisałem w poprzednim wpisie instrument ten stał się w twórczości Kate bardzo ważnym elementem. Na płycie Hounds Of Love był niemal głównym instrumentem kompozytorskim. Przejdźmy do samych piosenek. 
Runing Up That Hill (A Deal With Good). To była pierwsza piosenka skomponowana na potrzeby tego albumu. Powstała latem 1983 w jeden wieczór. Początkowy tytuł tej piosenki brzmiał A Deal With Good. Treść nawiązuje do problemów emocjonalnych jakie mają miejsce między płciami. Kate chciałaby zamienić się ze swoim kochankiem miejscami aby poznać jego uczucia i wszystkie emocje. Po prostu pragnie aby mężczyzna i kobieta lepiej się rozumieli.

Kolejna, piosenka tytułowa, także powstała dość szybko. Inspiracją do jej napisania był jeden z ulubionych filmów Kate, angielski horror Noc Demona, który opowiadał o sataniście wzywającym przerażającego potwora, który to potwór ma się zemścić na ludziach, których satanista przeklął.

W The Big Sky zawarte są odniesienia do Apokalipsy. To piosenka w której Kate zwraca uwagę na żywioły, którymi jest zafascynowana i których jednocześnie nie ignoruje. Zdaje sobie sprawę z ich mocy.
Mother Stands For Comfort opowiada natomiast o niezmierzonej, bezgranicznej matczynej miłości. To uczucie nie do ogarnięcia i nie do wytłumaczenia w żaden możliwy sposób.
No i na sam koniec pierwszej strony wydania winylowego mamy wielki hit Cloudbusting (pamiętamy ten teledysk z Donaldem Sutherlandem w roli ojca?). Inspiracją do napisania tej piosenki była książka A Book Of Dreams, która zawiera wspomnienia Petera Reicha o jego ojcu (znanym austriacko-niemieckim psychiatrze i psychoanalityku) Wilhelmie. Reich wierzył między innymi w istnienie promieniowania orgonowego, które szkodzi naszemu życiu wywołując susze. Stworzył więc maszynę, która potrafi wytwarzać chmury, dzięki którym nastąpią opady deszczu. Swoje prace kontynuował w laboratorium  na farmie, która nazwał Orgonon. Jego badaniami zainteresował się Urząd ds. Żywności i Leków, który potępiał jego badania. Wytoczono Reichowi proces w którym został skazany na dwa lata więzienia za… obrazę sadu. Cloudbusting skupia się raczej na silnej więzi pomiędzy Reichami juniorem i seniorem. Młody Reich na własne oczy widział jak urzędnicy aresztują ojca, jak wcześniej zdemolowali jego laboratorium. To piosenka o dziecięcej dumie z rodzica, poczuciu bezsilności i żalu nad stratą tegoż rodzica. Ale Cloudbusting to także wielkie podziękowanie dla ojca Kate.

Bush zdecydowała, że podzieli album na dwie części. Pierwsza z nich zawierać będzie pozytywne, mocne piosenki. Druga część zawierać miała piosenki mroczne będące swojego rodzaju opowieścią o dziewczynie która przeżyła katastrofę. Ów dziewczyna dryfuje na środku oceanu. Czekając na pomoc przeżywa różnego rodzaju wizje i koszmary, to tracąc, to znowu odzyskując świadomość. Tak powstała suita The Ninth Wave. Tytuł tej suity został zaczerpnięty z  wiersza The Coming Of Arthur autorstwa dziewiętnastowiecznego poety Alfreda Tennysona. Inspiracją wizualną był natomiast obraz (należący do Bush) Hogsmill Ophelia (satyra obrazu Ophelia Johna Everetta Millaisa) przedstawiający lalkę utopioną w miejskim ścieku. Samą opowieść zawartą w tej suicie rozpoczyna obraz dryfującej w kompletnych ciemnościach dziewczyny (And Dream Of Sheep), która walczy z sennością, pozbawioną niemal w całości możliwości używania zmysłów. Po pewnym czasie jednak zasypia. Męczą ją obrazy przedstawiające ją, uwięzioną pod lodem (Under Ice). Następnie widzi obrazy z przeszłości o kobietach palonych na stosach za rzekome stosowania czarów (Waking The Witch). To wtedy decydowano o tym czy dana kobieta jest czy nie jest czarownicą za pomocą okrutnej próby wody. Dalsza część opowieści to współczesne obrazy. Dziewczyna przenosi się do własnego domu. Jest tam niby obecna, widzi domowników ale nikt z nich jej nie widzi ani nie słyszy (Watching You Without Me). Tę bardzo smutną i przejmującą wizją przerywa skoczny Jig Of Life (oparty na greckiej melodii) w którym dziewczyna przeżywa kolejną wizję. Jej starsze wcielenie pokazując swoje szczęśliwe życie z dwójką dzieci, prosi by to młodsze wcielenie pozwoliło jej żyć. Kolejna pozycja czyli Hello Earth, w której Kate pokazuje jakimi jesteśmy maleńkimi, nic nie znaczącymi istotami będącymi jedynie częścią naszej planety, która z kolei jest niczym na tle ogromnego wszechświata. Kończąca tę suitę, a zarazem całą płytę The Morning Fog ukazuje nam obraz wybawienia. Otóż pojawia się jakaś tajemnicza siła, która unosi dziewczynę na falach, pcha ją w stronę lądu. Dziewczyna jest cała i zdrowa ogromnie wdzięczna za to że przeżyła. Kapitalna jest tu ta suita. Ileż tu się dzieje! Zarówno w warstwie tekstowej ale również muzycznej. Te wrażenia są nieopisywalne, tej suity trzeba wysłuchać i chłonąć w całości.

Oprócz materiału, który znalazł się na płycie zostało nagranych wiele innych piosenek z których część nigdy nie ujrzała światła dziennego. Były to między innymi Burning Bridge, Not Thid Time, Under The Ivy czy pieśni tradycyjne My Lagan Love i piękny The Handsome Cabin Boy.

Premiera Hounds Of Love odbyła się 9 września 1985 roku (no właśnie, za kilka miesięcy będziemy obchodzić jej trzydziestolecie) w londyńskim planetarium gdzie przy pięknym tańcu świateł, odegrano tę płytę w całości.
Album bardzo szybko wylądował na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów. Rok 1985 i 1986 to pasmo sukcesów Kate po obu stronach Atlantyku, dzięki samej płycie ale także dzięki wspaniałemu duetowi z Peterem Gabrielem. Piosenka Don’t Give Up z płyty So Gabriela okazała się wielkim hitem. I pomyśleć, że zamiast Kate Bush miała w tej piosence zaśpiewać Dolly Parton.

Dla mnie (choć pewnie nie tylko) płyta Hounds Of Love to opus magnum w jej karierze. Niestety już nigdy później nie zbliżyła się do tej doskonałości. Oczywiście bardzo cenię sobie jej późniejszy dorobek, ale to już nie było to. Naturalnie obowiązkowo posiadam całą jej dyskografię na półce i często do niej wracam. Cudowna kobieta, stroniąca od sławy, splendoru i rozgłosu. Kompletne przeciwieństwo innych ówczesnych Artystów, że o dzisiejszych nawet nie wspomnę. Wspaniała, jedyna w swoim rodzaju, po prostu wielka.






5 komentarzy:

  1. Kate posłuchałam pierwszy raz w życiu teraz na majówkę. Kumpel mi pokazał i byłam mile zaskoczona. Zupełną ignorantką muzyczną nie jestem, aczkolwiek przyznaję, że spotkałam się z nią pierwszy raz i zaczęłam szukać informacji. I w miarę kolejnych przesłuchań utwierdzam się w przekonaniu, że chyba bardziej cenię artystów stroniących od światła fleszy. Jakoś są bardziej ludzcy dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi aby muzykę cały czas odkrywać. Lepiej późno niż wcale. A co do samej Kate jak już pisałem na blogu, cenię ją bardzo za skromność oraz za to, że nigdy nie interesowała jej sława. Liczyła się tylko muzyka. Zjawiskowa kobieta.
      Życzę Ci dalszych owocnych poszukiwań i ciekawych muzycznych odkryć.

      Usuń
  2. Dziękuję :) Z pewnością będę zaglądać częściej ;) A może zrobiłbyś wpis o wstydliwych piosenkach? ;> wiesz... każdy ma swoje "guilty pleasure" :D Chętnie bym poczytała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawa propozycja. Może kiedyś o tym pomyślę.
      Z drugiej strony nie należę do osób które są zażenowane tym jakiej muzyki słuchają. Zawsze wywoływali u mnie uśmiech ludzie, którzy na zewnątrz są wielkimi na przykład metalami, a w domu Modern Talking. Z resztą nigdy nie krytykowałem osób ani ich nie szeregowałem ze względu na to czego słuchają. Każdy ma swój gust, jeden lepszy drugi gorszy. Cóż... ja nie wstydzę się tego jakiej muzyki słucham. Lubię przekrój od jazzu przez rock psychodeliczny, na popie kończąc.
      Co do bloga to mam pewne pomysły ale czas nie za bardzo pozwala mi na wprowadzenie ich w życie. Przynajmniej na razie.

      Usuń